Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy projekt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy projekt. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2020

SAL z Marią Brovko # 1

Nie mogłam się oprzeć propozycji dziewczyn z bloga Świry Rękodzieła, które zaproponowały wspólne wyszywanie wzorów Marii Brovko :) Bardzo lubię tę projektantkę, więc bez zastanowienia zapisałam się na SAL. Do wyszycia mamy
6 tajemniczych obrazków w ciągu roku.
Pierwszym okazał się przeuroczy lisek w zimowej czapeczce popijający gorącą herbatkę :)
Jest przeuroczy... :)
... a nawet powiedziałabym, że jest jedyny w swoim rodzaju, ponieważ w całości jest to projekt resztkowy. 
Kontynuuję porządkowanie swoich zasobów hafciarskich, wykorzystując, gdzie to tylko możliwe nagromadzone zapasy różnych mulin. Nic się u mnie nie może zmarnować, ale jednocześnie, chciałabym odzyskać trochę miejsca w mojej hafciarskiej komodzie, w której docelowo mam miejsce tylko na paletę DMC oraz płótna do haftu. Natomiast reszta przydasi hafciarskich wala się po różnych kątach i pudełkach, co już mnie od dawna irytuje, jednak szkoda mi tego po prostu wyrzucić.. Mam nadzieję, że dzięki takim małym hafcikom, a także projektom typu "Kołderki za jeden uśmiech", czy "Celinki", w końcu to wszystko zużyję (to byłby scenariusz idealny, hi, hi :))

Do liska wykorzystałam kawałek Aidy 16 ct w kolorze ecru odcięty z rozpoczętego kiedyś i porzuconego projektu oraz mix mulin - głównie Anchor i Ariadna oraz kilku niewiadomego pochodzenia ;)

Jak wyszło to moje dobieranie kolorków - oceńcie sami :)
Lisek wskoczył w mięciutką rameczkę i stoi na półce z książkami. Będąc na jego miejscu tylko lektury by mi brakowało :)
Liska zgłaszam na wyzwanie Igiełki MB "Wymiatamy resztki"
Z niecierpliwością wypatruję jaki hafcik projektu Marii Brovko będziemy haftowały w następnej kolejności :) Wszystkie prace z I etapu możecie obejrzeć TUTAJ.

poniedziałek, 13 marca 2017

180. Fée à la Mésange / Nimue #1

Całkiem przypadkowo na mój tamborek wskoczył kolejny haft :) Jakbym miała mało zaczętych prac ,prawda ?:P
Jednak przyczyną rozpoczęcia kolejnego haftu okazała się podróż! Wiadomo, kilka godzin w pociągu nie może się zmarnować :) Z różnych powodów żadna z zaczętych prac nie nadawała się do zabrania w podróż, do torby więc wskoczył wzór, który był na mojej liście "must have" od co najmniej 2 lat.

Jest to wzór z serii NIMUE na podstawie ilustracji Jean-Baptiste Monge z piękną sikorką kanadyjską, na której siedzi nieco wkurzony elf :) Oto ta ilustracja:

Zaczęłam xxx w pociągu, jednak podróż Pendolino minęła bardzo szybko :)
W wolnych chwilach krzyżyków zaczęło przybywać
A po powrocie z wyjazdu miałam już tyle:
Troszkę pleneru :)


Haftuję na lnie Belfast mulinami DMC.

Na razie haftuje się cudownie :) Może później, gdy dojdą muliny satynowe i metalizowane, nie będzie już tak różowo :)
Bardzo się cieszę, że tak licznie odwiedzacie moje skromne progi :) Dziękuję wszystkim i kazdemu z osobna :)
Zapraszam serdecznie! Jest mi ogromnie miło Was gościć :)

poniedziałek, 9 stycznia 2017

155. Coś nowego, coś wielkiego... A stitch in time!

O tym, że się zakochałam beznadziejnie piałam już pół roku temu w tym poście KLIK.
Niestety, nie przeszło :D Nie pozostało mi nic innego niż gromadzić mulinki i materiały niezbędne do spełnienia mojego hafciarskiego marzenia :) Materiał przygotowałam sobie już wcześniej. To taki "malutki" kawałek Lugany 25 ct o wymiarach ok. 110 x 85 cm.

Oczywiście najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby skończenie jednego kolosa, którym jest niewątpliwie Odaliska i dopiero wtedy rozpoczęcie kolejnego... ale kiedy Mikołaj podarował mi brakujące mulinki, to nie byłam w stanie się już dłużej opierać urokowi tego wzoru :).

Więc zaczęłam...  symbolicznie 1 stycznia 2017 r., żeby łatwiej mi było potem liczyć ile lat go haftowałam :) Bo, że jest to projekt na lat wiele - nie ulega najmniejszej wątpliwości :)) Ale nic to, wcale mnie to nie zniechęca :) Na dzień dzisiejszy mam tyle:

 Krzyżyki są naprawdę maluśkie :)

Myślę, że wszyscy znają już ten wzór, ale dla porządku wstawiam zdjęcie, jak ma wyglądać gotowy obraz:
Dane techniczne:
Wzór firmy HAED wspaniałej Aimee Stewart, projekt Michele Sayetta
wersja Supersized Max Colors
rozmiar 999 x 714 krzyżyków co daje łączną liczbę 717 286 xxx
104 strony woru
rozmiar gotowego obrazu 100 x 71,4 cm
materiał Lugana 25 ct
237 kolorów nici DMC

Same przyznacie, że Odaliska przy ASiT to pikuś :) Jednak nie chcę jej zaniedbać, więc będę haftowała oba hafty na przemian. Spektakularnych efektów przy ASiT nie ma się co spodziewać w tym roku, byłabym szczęśliwa, gdyby udało mi się zrobić 3 strony wzoru. Żeby Was nie zanudzać tym haftem postanowiłam, że postępy będę pokazywała na blogu raz w miesiącu (na koniec danego miesiąca). W planie jest więc 12 odsłon tego cuda w tym roku. Mam nadzieję, że się uda :) Wiem :) Jestem szalona! Tradycyjnie proszę o doping :)

piątek, 26 sierpnia 2016

118. SAL Kalendarz Adwentowy

Tak to już jest, że człowiek z pasją nawet jeśli nie może się w danym okresie ta pasja zajmować to o niej myśli :)
Ja dziś ostatni dzień na szkoleniu w Jastrzębiej Górze, szkoleniu wyczerpującym merytorycznie (trudny materiał) i towarzysko (extra ekipa się trafiła) :D
Jednym słowem czas wypełniony do ostatniej minuty, ale co tam:P
Wyhaczyłam na Facebooku grupę, która będzie wyszywała kalendarz adwentowy :)
Oto banerek do SAL-u
 A tam mniej więcej ma wyglądać kalendarz:

Ja nie mogłam się oprzeć tym słodkim zwierzaczkom :)
Kto chętny może jeszcze dołączyć do zabawy. Zaczynamy haftowanie od 1 września :)
A na koniec zostawiam wieczorne widoczki z Jastrzębiej Góry:

Pogoda cudna!!!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

110. Urlop, ale nie od haftowana :)

Wspominałam w poprzednim poście, że w końcu i dla mnie nadszedł czas wyczekiwanego urlopu :) Najbliższe 2 tygodnie spędzam z rodzinką w Trójmieście. Skoro łapię tu jakiś tam internet to dzisiaj będzie pierwsza próba dodania postu z telefonu.
Chciałabym gorąco podziękować Wam za tyle serdecznych komentarzy pod moimi kartkami :) Strasznie mi miło gościć Was drodzy goście w moich skromnych progach :))
Chciałbym przesłać Wam dużo wakacyjnego słoneczka, ale pogoda nas tu niestety nie rozpieszcza. Pomimo tej drobnej niedogodności korzystamy ile wlezie z urlopu :) Zaczęliśmy od Gdyni, gdzie obejrzeliśmy statki w porcie, oceanarium i oczywiście na przekór pogodzie było też plażowanie :) Na koniec długi spacer plażą do Gdyni Orłowo i świeża rybka na obiadek :)
Kilka migawek z dzisiejszego dnia

Jak widać na fotkach pogoda zupełnie nie plażowa, ale udało się nawet odrobinę pohaftować :)
Zabrałam że sobą wzorek z serii Neocraft, który wyszyję na marmurkowym Belfaście. Tu ujęcia hotelowe:

Jestem ciekawa, ale ile go powstanie w Trójmieście?
Pozdrawiam wakacyjnie :)

niedziela, 8 maja 2016

94. V. Enginger - coś nowego, czyli tulipany :)

Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam nowy hafcik :)
Tyle cudnych tulipanów kwitnie dookoła, że po prostu musiałam zacząć uwieczniać je na materiale :)
Dodatkowo te kolorki takie energetyzujące :)
Korzystając z weekendu haftowałam sobie na świeżym powietrzu. Słoneczko, kojąca zieleń dookoła, śpiew ptaków, hafcik w ręku - czegóż chcieć więcej :)))
Haftuje się nadzwyczaj przyjemnie :) Po wczorajszym dniu miałam już zarys pierwszego kwiatka. 

Tak jak w przypadku hortensji, sięgnęłam po marmurkową Luganę 25 ct. Wszak zielniki mają stanowić komplet co najmniej 5-ciu obrazków.
A teraz sesja wczorajszego urobku wśród przekwitających już (niestety) tulipanów:




Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli :)

wtorek, 23 lutego 2016

79. V. Enginger - Hortensja

Wpadłam Was poinformować, że... upadłam na głowę, czego konsekwencją jest rozpoczęcie kolejnego haftu... :)  Jednak, gwoli wyjaśnienia i usprawiedliwienia sama przed sobą muszę nadmienić, że:
a) ledwo rozpoczęte miechunki leżą i czekają na dostawę muliny,
b) mojego kolosa (Odalisque) nie opłaca się wyciągać z pudła w tygodniu dla postawienia kilku krzyżyków, bo rzadko mogę poświęcić na haftowanie jednorazowo więcej czasu niż kilkanaście minut... Z tego powodu ten warsztat wyciągam tylko w weekendy lub kiedy mam wolne (ostatnio nie mam).
No więc... naoglądałam się ostatnio na waszych blogach cudnych zielników autorstwa V. Enginger, a dodatkowo zakupione ostatnio materiały strasznie korciły :)
Krótko mówiąc powstanie hortensja :) Oto początek:

Haftuję po raz pierwszy na Luganie 25 ct, kolor szary marmurkowy, jedna nitką muliny. 
Wzór co prawda przewiduje krzyżyki jedną i dwiema nitkami, ale obawiam się, że dwie nitki na tak drobnym materiale to będzie zdecydowanie za dużo. 
Tkanina drobniutka, ale haftuje się bardzo fajnie, jedynie prucie do łatwych nie należy (co zresztą widać na zdjęciu :P).
Trzymajcie kciuki :)

piątek, 5 lutego 2016

74. Wpadłam po uszy!

A wszystko przez dwie dziewczyny - Agę Jarzębinową i Anię z blogu Krzyżyki i inne wybryki.
To u nich po raz pierwszy zobaczyłam Miechunki i to był absolutny strzał w serce :) Znacie ten stan, kiedy po prostu musicie - pomimo wielu zaczętych już prac - absolutnie MUSICIE porzucić to wszystko, aby postawić pierwszy krzyżyk na nowym projekcie? No właśnie... Ponieważ miechunki absolutnie zawładnęły moimi myślami, poczyniłam niezbędne zakupy i o oto pierwsze xxx postawione na miechunkach:
 Nie wiem jak szybko powstaną, ale mam nadzieję na podobnie spektakularny efekt jak na blogach dziewczyn powyżej :)
Zapał do haftowania mam ogromny, ale niestety doby mi nie starcza na wszystko, czas nie chce się rozciągnąć, a w życiu tak to już jest, że obowiązki trzeba wykonywać w pierwszej kolejności, a na przyjemności często już czasu nie starcza... Mam nadzieję, że będziecie kibicować :)

Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem :) Jak widać po ilości zakupionych materiałów do haftowania plany mam ogromne! Wśród zakupów znalazły się też czółenka, ponieważ mam nadzieję, że po tych latach przerwy będę w stanie przypomnieć sobie jak się robi frywolitki (a jak nie to nauczę się od nowa :P). Tylko dajcie trochę czasu ;)

I jeszcze koniecznie zajrzyjcie do Reni z bloga To co mam w głowie, która w II już kobiecym candy rozdaje takie cudne prezenty:
Candy trwa do końca lutego.
 

sobota, 8 sierpnia 2009

14. Ach, co to był za ślub :)

Nie odzywałam się cały tydzień bo byłam bardzo zajęta :)
Dziś misja została wypełniona więc zdaję relację :P
Otóż dziś o godz. 17.00 w małym uroczym kościółku w Komorowie sakramentalne "TAK" powiedziała swemu wybrankowi nasza blogowa koleżanka BEBEZET !
I ja tam byłam i powiem Wam, że uroczystość była bardzo wzruszająca,
a Panna Młoda wyglądała przepięknie
Cały ten tydzień zszedł mi na przygotowywaniu prezentu dla Beatki, a nawet mniej bo dwa dni zleciały na szukaniu pomysłu...  Oczywistym było, że dla osoby z naszego robótkowego świata wypada podarować  własnoręcznie zrobiony prezent... A ponieważ ja oprócz haftowania potrafię robić jedynie frywolitki (trochę), a jakoś mi się obiło o uszy na naszym realnym spotkaniu, że Beatka w koronkach nie gustuje, tak więc zostały jedynie xxx...
Muszę przyznać, że haftowałam ten obrazek z duszą na ramieniu bo Beatka ma tak wiele koleżanek w blogowym świecie, że obawiałam się, że zostanie wręcz zasypana pamiątkami ślubnymi :)))))))) Mam jednak cichą nadzieję, że nie dostanie identycznej :P
5 dni to naprawdę mało na haftowanie, tak więc wybrałam dość łatwy monochromatyczny wzór.
Miało być łatwo i szybko coby bez stresu skończyć i może by było ...gdyby nie moje modyfikacje...
Po pierwsze uznałam, że wzór będzie wyglądał "szlachetniej" wyhaftowany na płótnie, na którym nie byłam w stanie narysować kratek, ani nawet policzyć niteczek, w związku z tym pracę rozpoczynałam 3 razy bo okazywało się, że nie zmieściłby się na tym kawałku, którym dysponowałam :P
Po drugie wymyśliłam sobie, że kwiecie ładniej będzie się prezentowało zrobione french knotami niż zwykłymi krzyżykami... Co ja się przy nich namordowałam to moje, a jak widzicie sporo ich jest... To już nawet nie chodziło o to, że nie mam wprawy (faktycznie robiłam french knoty drugi raz w życiu), ale płótno było tak luźno tkane, że mimo że nitkę wkłuwałam przepisowo o 1-2 nitki dalej to te węzełki jak zaczarowane przełaziły pod spód materiału, wrr... No, ale ja uparta sztuka jestem i w końcu je zmęczyłam :P
Po trzecie wydawało mi się, że ściegi konturowe lepiej będą wyglądać zrobione muliną metalizowaną, ja zrobiłam srebrną bo tylko taką miałam .... i znowu zonk - na białej mulinie nie było w ogóle wiać tej jednej srebrnej niteczki! Więc znowu prucie, choć było to jakieś 1,5 godz. przed ślubem... Na szczęście mąż pomógł mi w oprawie, a ja w tym czasie mogłam przygotować się do wyjścia - a prezent był gotowy na ostatnią chwile...
Wyglądał tak:
I jeszcze kilka zbliżeń, choć tutaj to akurat nie jestem mistrzynią w robieniu zdjęć :P


A tutaj obrazek już oprawiony :)

Celowo wybrałam ramkę z surowego drewna bo raz miało być skromnie i elegancko, a dwa (najważniejsze) taką rameczkę Beatka będzie mogła dowolnie udekorować czy przemalować dopasowując do wystroju wnętrza.

Z ostatecznego efektu jestem bardzo zadowolona i musze wam powiedzieć w tajemnicy, że to naprawdę tak wyglądało bo przed kościołem czekała na państwa młodych taka oto kareta :))))