Dawno nie pokazywałam mojej zielnikowej hortensji, ale cóż... to dlatego, że praca nad nią nie przebiega tak szybko, jakbym chciała :( Od ostatniej odsłony 6.03.2016 przybyło tylko tyle:
Żeby dalej marzyć o wykonaniu mojego śmiałego planu (wyszycia 5-ciu zielników w tym roku) muszę chyba zdecydowanie przyśpieszyć :D
Jednak niestety, okoliczności nie sprzyjają.... Nie będę się Wam tu żalić, powiem tylko, że mam cholernie stresującą i wymagającą pracę i to ona zajmuje mi teraz wszystkie myśli, nawet jeśli tego nie chcę... Haftuję kiedy mogę, żeby nie zwariować :) Ten urobek hortensji powstawał w kolejce, w drodze do pracy :) Taka piękna wiosna wokół i na Waszych blogach, a ja nie mam siły się nią cieszyć :(
Ciągle w stresie, ciągle w biegu... Ech... jedyna nadzieja, że ten projekt się wreszcie skończy... i jeszcze będzie normalnie...
Strony
sobota, 9 kwietnia 2016
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
87. Golden Kite "Odalisque" (69)
Przyszedł czas na kolejną odsłonę mojego kolosa. Obiecałam pokazywać postępy po skończeniu kolejnej strony wzoru. Ten post jest więc odrobinę spóźniony bo 69-tą stronę wzoru skończyłam już ze 2 tygodnie temu :) Tylko z publikacja notki na blogu jakoś się nie składało :)
Oto więc moja Odaliska :)
Tak wyglądała, kiedy pokazywałam ją ostatnio, czyli 7 lutego 2016 r.
A tak po wyhaftowaniu kolejnej strony wzoru:
Pojawiają się pawie oka na sukience :)
Tu zbliżenie w świetle dziennym (widać jaka brudna już jest kanwa...)
I tyle do końca (dużo/mało?)
Musze powiedzieć, że jestem z siebie dumna :) Mimo tego, że łapki swędzą do nowych projektów, to nie ustaję w wysiłkach, aby skończyć wreszcie tego kolosa. Idzie bardzo opornie... Po tych 10 latach wzór się znudził, kanwa zakurzona i brudna do granic możliwości od tego miętoszenia w rękach... Nie piorę w trakcie pracy bo boję się, że kanwa w inny sposób "zbiegnie" się w miejscach zahaftowanych i niezahaftowanych. Mam nadzieję, że na końcu Vanish sobie poradzi, ale pewności nie mam :)
Jeszcze tylko 19 stron wzoru. Brnę dalej :)
Oto więc moja Odaliska :)
Tak wyglądała, kiedy pokazywałam ją ostatnio, czyli 7 lutego 2016 r.
A tak po wyhaftowaniu kolejnej strony wzoru:
Pojawiają się pawie oka na sukience :)
Tu zbliżenie w świetle dziennym (widać jaka brudna już jest kanwa...)
I tyle do końca (dużo/mało?)
Musze powiedzieć, że jestem z siebie dumna :) Mimo tego, że łapki swędzą do nowych projektów, to nie ustaję w wysiłkach, aby skończyć wreszcie tego kolosa. Idzie bardzo opornie... Po tych 10 latach wzór się znudził, kanwa zakurzona i brudna do granic możliwości od tego miętoszenia w rękach... Nie piorę w trakcie pracy bo boję się, że kanwa w inny sposób "zbiegnie" się w miejscach zahaftowanych i niezahaftowanych. Mam nadzieję, że na końcu Vanish sobie poradzi, ale pewności nie mam :)
Jeszcze tylko 19 stron wzoru. Brnę dalej :)
piątek, 1 kwietnia 2016
86. Frywolitki - jednak coś pamiętam ;)
Co prawda "dawno" już po świętach, ale będzie jeszcze post o
jajach :) Świąt co prawda nie wspominam najmilej bo byłam mega chora i większość czasu przeleżałam w łóżku, ale w każdej sytuacji należy dostrzegać też dobre strony. No i oto ta dobra strona :D
Ponieważ nie byłam w stanie stawiać krzyżyków, sięgnęłam po czółenko. Więcej niż 10 lat nie miałam go w ręku! Bałam się, że nic nie pamiętam, ale jaka to cudowna rzecz ten internet :) Obejrzałam kilka blogów i filmików na YT i tak oto powstały 2 frywolitkowe jaja inspirowane TYM i TYM filmikiem. Jajka, którymi dysponowałam były znacznie większe, stąd drobne modyfikacje wzoru.
W ogóle bardzo polecam blog Agnieszki Michałowskiej osobom, które chcą nauczyć się robić frywolitki. To naprawdę nie jest trudna, a Agnieszka rewelacyjnie tłumaczy tajniki tej koronki :)
Jak tak sięgam pamięcią wstecz to sama nauczyłam się supłać chyba w 2002 r. będąc na jakiejś wystawie rękodzieła w Łowiczu, na której stoisko miał pan Roman Szymonik :) Pamiętam, że sporo czasu spędziłam przy tym stoisku, a Pan Roman wszystko cierpliwie pokazywał :) Pamiętam też z jaką niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego numeru "Moich Robótek", w których drukowane były cudne wzory pana Jana Stawasza.. Ech, to były jeszcze czasy, w których nieliczni mieli internet (ja nie miałam)... To co usupłałam w tym okresie można zobaczyć TUTAJ. Niewiele tego, bo wkrótce przyszły na świat dzieci, a czółenka zeszły na dalszy plan, a następne zawirowania życiowe spowodowały, że porzuciłam na lata bloga i wszelkie robotki w ogóle....
Tym bardziej się więc cieszę z powrotu i wyroby frywolne będą częściej gościć na blogu :) A te z Was, które jeszcze nie próbowały, zachęcam do nauki! W sieci jest tyle inspiracji, że głowa boli :) Chwała temu, kto wymyślił internet :)))
jajach :) Świąt co prawda nie wspominam najmilej bo byłam mega chora i większość czasu przeleżałam w łóżku, ale w każdej sytuacji należy dostrzegać też dobre strony. No i oto ta dobra strona :D
Ponieważ nie byłam w stanie stawiać krzyżyków, sięgnęłam po czółenko. Więcej niż 10 lat nie miałam go w ręku! Bałam się, że nic nie pamiętam, ale jaka to cudowna rzecz ten internet :) Obejrzałam kilka blogów i filmików na YT i tak oto powstały 2 frywolitkowe jaja inspirowane TYM i TYM filmikiem. Jajka, którymi dysponowałam były znacznie większe, stąd drobne modyfikacje wzoru.
W ogóle bardzo polecam blog Agnieszki Michałowskiej osobom, które chcą nauczyć się robić frywolitki. To naprawdę nie jest trudna, a Agnieszka rewelacyjnie tłumaczy tajniki tej koronki :)
Jak tak sięgam pamięcią wstecz to sama nauczyłam się supłać chyba w 2002 r. będąc na jakiejś wystawie rękodzieła w Łowiczu, na której stoisko miał pan Roman Szymonik :) Pamiętam, że sporo czasu spędziłam przy tym stoisku, a Pan Roman wszystko cierpliwie pokazywał :) Pamiętam też z jaką niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego numeru "Moich Robótek", w których drukowane były cudne wzory pana Jana Stawasza.. Ech, to były jeszcze czasy, w których nieliczni mieli internet (ja nie miałam)... To co usupłałam w tym okresie można zobaczyć TUTAJ. Niewiele tego, bo wkrótce przyszły na świat dzieci, a czółenka zeszły na dalszy plan, a następne zawirowania życiowe spowodowały, że porzuciłam na lata bloga i wszelkie robotki w ogóle....
Tym bardziej się więc cieszę z powrotu i wyroby frywolne będą częściej gościć na blogu :) A te z Was, które jeszcze nie próbowały, zachęcam do nauki! W sieci jest tyle inspiracji, że głowa boli :) Chwała temu, kto wymyślił internet :)))
środa, 23 marca 2016
85. Kartki przez cały rok - MARZEC
Pozostając w temacie kartkowym zaprezentuję kartki przygotowane na zabawę całoroczną u Ani z bloga Ręczne Robotki Anny.
Wytycznymi na marzec były:
A teraz prezentacja:
Tulipany
Najpierw powstał tematyczny hafcik...
... a potem taka przesłodzona karteczka:
Zajączek:
wersja początkowa...
... i końcowa:
A trio kartkowe zamyka prezent :)
jak zwykle zaczęło się od hafciku:
... a potem nożyczki poszły w ruch i efekt jest taki:
I jeszcze kolaż wszystkich zdjęć:
Kartki robione bez profesjonalnych narzędzi, więc mogło być lepiej ;) Mam nadzieję jednak, że obdarowanym się spodobają, pomimo tego, że krzywo tu i tam :D
************
Kochane, nie wiem, czy jeszcze przed świętami zajrzę na bloga (choroba dalej nie odpuszcza), więc zostawiam Wam cieplutkie świąteczne życzenia :)
Do wirtualnego zobaczenia :)
Etykiety:
haft krzyżykowy,
Kartki przez cały rok,
kartki xxx,
zabawy
wtorek, 22 marca 2016
84. Kartka dla Natalki
Nazbierało się już trochę rzeczy do pokazania, ale... jakoś nie po drodze mi było na bloga :(
W pracy nawał ogromny, w domu też okres przedświąteczny zalicza się do "gorących", ale najgorsze było paskudne przeziębienie, które przyczepiło się do mnie jak rzep do psiego ogona i trzymało cały tydzień. Niestety nie mogłam sobie pozwolić na zwolnienie, więc chodziłam ledwo żywa do pracy, a potem już mnie ścinało z osłabienia :( Teraz jest już lepiej, choć kaszel jeszcze dusi..
Jednak... nic tak nie dodaje sił witalnych jak pozytywna energia :) Kiedy więc rano trafiłam na blog Ani i przeczytałam o małej, dzielnej Natalce, której warto byłoby przekazać trochę pozytywnych myśli, nie mogłam się już doczekać, aż wrócę do domu i przygotuję dla niej karteczkę z życzeniami :)
Kartka powstała więc spontanicznie - 1,5 godz. i oto jest :)
Najpierw hafcik:
a potem prosta, wesoła karteczka:
Po dołożeniu kilku drobnych upominków jutro poleci do Natalki :)
Was też zachęcam do wysłania Natalce życzeń :) Wsparcie i pozytywna energia czynią czasem cuda :)
W pracy nawał ogromny, w domu też okres przedświąteczny zalicza się do "gorących", ale najgorsze było paskudne przeziębienie, które przyczepiło się do mnie jak rzep do psiego ogona i trzymało cały tydzień. Niestety nie mogłam sobie pozwolić na zwolnienie, więc chodziłam ledwo żywa do pracy, a potem już mnie ścinało z osłabienia :( Teraz jest już lepiej, choć kaszel jeszcze dusi..
Jednak... nic tak nie dodaje sił witalnych jak pozytywna energia :) Kiedy więc rano trafiłam na blog Ani i przeczytałam o małej, dzielnej Natalce, której warto byłoby przekazać trochę pozytywnych myśli, nie mogłam się już doczekać, aż wrócę do domu i przygotuję dla niej karteczkę z życzeniami :)
Kartka powstała więc spontanicznie - 1,5 godz. i oto jest :)
Najpierw hafcik:
a potem prosta, wesoła karteczka:
Po dołożeniu kilku drobnych upominków jutro poleci do Natalki :)
Was też zachęcam do wysłania Natalce życzeń :) Wsparcie i pozytywna energia czynią czasem cuda :)
sobota, 12 marca 2016
83. Cape Gooseberry by Golden Hands, czyli Michunki - odslona II
Kochane!
Dziękuję Wam ogromnie za odwiedziny na moim blogu i pozostawione komentarze! Jest mi ogromnie miło, że goszczę tutaj tak wiele miłych osób, chociaż dopiero niedawno wznowiłam działalność bloga. To jest dla mnie największy doping i motywacja, a z kolei odwiedzanie Waszych blogów to dla mnie największa inspiracja, która czasem przeradza się wręcz w chorobę (jakże miłą zresztą) :)
Wywołana do tablicy przez Agę Jarzębinową pokazuję kolejną odsłonę miechunek :)
Malutko tego, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo długo czekałam na dostawę mulinek. Nie haftowałam jeszcze w tak ostrych pomarańczach, więc większość kolorków musiałam zamówić. Połasiłam się na zakup na allegro bo było taniej, lecz niestety nie obyło się bez perypetii i dopiero w tym tygodniu muliny w końcu dotarły.
Jest więc tak:
Mam nadzieję jednak, że teraz będzie już szybko przybywać, chociaż to optymistyczne podejście, gdyż w pracy znów zaczął się trudny i stresujący dla mnie okres..
A tu jeszcze tyle rozpoczętych prac i zobowiązań w zabawach blogowych... Szalona jestem :D
Wyrzuty sumienia mam w szczególności do mojego kolosa, więc niebawem spodziewajcie się kolejnej odsłony :) Bo ja się tak szybko nie poddaję :P
Dziękuję Wam ogromnie za odwiedziny na moim blogu i pozostawione komentarze! Jest mi ogromnie miło, że goszczę tutaj tak wiele miłych osób, chociaż dopiero niedawno wznowiłam działalność bloga. To jest dla mnie największy doping i motywacja, a z kolei odwiedzanie Waszych blogów to dla mnie największa inspiracja, która czasem przeradza się wręcz w chorobę (jakże miłą zresztą) :)
Wywołana do tablicy przez Agę Jarzębinową pokazuję kolejną odsłonę miechunek :)
Malutko tego, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo długo czekałam na dostawę mulinek. Nie haftowałam jeszcze w tak ostrych pomarańczach, więc większość kolorków musiałam zamówić. Połasiłam się na zakup na allegro bo było taniej, lecz niestety nie obyło się bez perypetii i dopiero w tym tygodniu muliny w końcu dotarły.
Jest więc tak:
Mam nadzieję jednak, że teraz będzie już szybko przybywać, chociaż to optymistyczne podejście, gdyż w pracy znów zaczął się trudny i stresujący dla mnie okres..
A tu jeszcze tyle rozpoczętych prac i zobowiązań w zabawach blogowych... Szalona jestem :D
Wyrzuty sumienia mam w szczególności do mojego kolosa, więc niebawem spodziewajcie się kolejnej odsłony :) Bo ja się tak szybko nie poddaję :P
Uściski!
niedziela, 6 marca 2016
82. V. Enginger - Hortensja - odslona II
Na koniec weekendu wrzucę fotkę moich postępów przy hortensji DFEA.
Niewiele tego, ale i tak mnie cieszy :) Podoba mi się ta marmurkowa Lugana. Moim marzeniem byłoby, aby w tym roku powstało 5 obrazków z tej serii na tym samym materiale. Następne będą tulipany, a potem to już będzie trudna decyzja, bo wszystkie kwiatki z tej serii mi się szalenie podobają :)
Wysoko sobie ustawiłam poprzeczkę, nieprawdaż ? ;)
Niewiele tego, ale i tak mnie cieszy :) Podoba mi się ta marmurkowa Lugana. Moim marzeniem byłoby, aby w tym roku powstało 5 obrazków z tej serii na tym samym materiale. Następne będą tulipany, a potem to już będzie trudna decyzja, bo wszystkie kwiatki z tej serii mi się szalenie podobają :)
Wysoko sobie ustawiłam poprzeczkę, nieprawdaż ? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























