Strony

sobota, 14 sierpnia 2010

Na szybko...

W końcu wakacje nadeszły i dla mnie o:)

Za pół godziny wyjeżdżamy na lotnisko i będziemy 2 tygodnie opalać (a raczej spalać się) w Egipcie :) Myślałam, że się nie doczekam bo w pracy ciągle na wysokich obrotach, w domu też, nawet dzieci chodziły do dyżurnego przedszkola. Nie miałam czasu na nic, ale chcę Wam przekazać, że wszystkie zaległości robótkowe nadrobiłam i mogę z czystym sumieniem wyjechać i ogłosić, że jestem na bieżąco z zabawami RR!

Kot marcowy na kanwie Jeniulki skończony, najgorzej było z kotem kwietniowym na kanwie Zahaftowanej, bo tak chciałam, żeby biedak nie czekał u mnie 2 tygodnie, że siedziałam z nim wczoraj pół nocy i dziś wstałam o 6 żeby zrobić okreskowania i o 8:00 skończyłam:) Uff... ale tempo. Spakowałam i jadąc na lotnisko mam nadzieję, że uda mi się go jeszcze wysłać.

Zdjęć nie będzie bo już nie zdążę wgrać na serwer...

Żadnego RR torebkowego i butowego nie ma u mnie.
To tyle relacji... Uciekam w ciepłe kraje...
Niech żyje urlop Hip hip hura!!!

Pozdrawiam Was gorąco

wtorek, 20 lipca 2010

Kocie RR

Leń blogowy dalej mnie nie opuszcza, melduję jednak że lutowy kotek na kalendarzu AgnieszkiMD wykonany i wczoraj pofrunął dalej - coraz bliżej do właścicielki.
Ja swojej kanwy też już doczekać się nie mogę i wiem jedno - nie jest to zabawa dla mnie bo za bardzo szarga mi nerwy! Ludzie zapisują się beztrosko bo to przecież chwila napisać komentarz, a potem nie potrafią się wywiązać bo RRobinów w kolejce 10 (bo jakże łatwo się na wszystkie zapisać), a potem "nie mogę" się wyrobić, albo nagle miesiącami choruję, mam remont i tysiąc innych spraw przez które zabawa staje się źródłem nerwów :( Po kanwach niestety widać te miesięczne "zaleganie" - przychodzą coraz bardziej brudne i wyświechtane.
Nie, nie, nie to zabawa nie dla mnie osoby lubiącej staranność w haftowaniu i porządek w miejscu pracy. Tymczasem kotek lutowy wygląda tak:
 

a tak cały kalendarz Agnieszki MD:
 
Posted by Picasa

Na chwilę obecną nie mam u siebie żadnego RR. Czekam na kotka marcowego od Ewy, słownik torebkowy od Beacik i butowy od ona_i_ja.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Wakacyjny leń blogowy ...

Oj dawno mnie tu nie było, bardzo dawno...
Przepraszam bardzo wszystkich lubiących mnie odwiedzać za brak nowych wiadomości...

Dlaczego mnie tak długo nie było? Ano z żadnego konkretnego powodu co najgorsze... Po prostu tak jak w tytule mam wielkiego wakacyjnego lenia... :) Koniec roku "przedszkolnego" mojego dziecka był bardzo intensywny bo był to ostatni rok w przedszkolu - było mnóstwo łez i wzruszeń, a po wakacjach szkoła..., w pracy też się dużo dzieje, ale główny powód jest taki, że wraz z nastaniem lata spędzam z dziećmi czas głównie na świeżym powietrzu. Wracamy do domku wieczorkiem, więc tylko kąpanie i spanie i chwila czasu na "ogarnięcie domu" - na zaglądanie na bloga już go niestety nie starczało bo rano znów trzeba wstawać skoro świt do pracy. Mimo, że wakacje w pełni to cały lipiec pracuję, a dzieciaczki chodzą do dyżurnego przedszkola - stąd ten ciągły pośpiech bo popołudniu basen, plac zabaw, lody, zakupy i tysiąc codziennych spraw...
Na usprawiedliwienie powiem, że mimo, że często padam z nóg robótek staram się nie zaniedbywać:) Najważniejsze, że w sprawie robótkowych zobowiązań jestem na bieżąco:)
Słowniczek bucikowy wysłany w dalszą drogę do Anek-73 dopiero niedawno, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że hafcik gotowy był w umówionym terminie, a dodatkowy miesiąc zajęlo mi zrobienie zeszyciku bo najpierw długo długo nie miałam czasu, żeby go kupić, a potem pomysłu co w nim napisać :P W nagrodę Anek od razu dostała dwa słowniczki: mój i ona_i_ja - jako, że nadeszły upragnione wakacje będzie miala co robić, a ja jestem już "na bieżąco" tzn. czekam na kolejny :)
Tak wygląda mój słowniczek:

 

 
Posted by Picasa


A tak słowniczek koleżanki z blogu ona_i_ja:

 

 
Posted by Picasa


Zrobiłam i wysłałam już drugą torebkę, tym razem na kanwie Beacik. Muszę przyznać, że do tego słowniczka najtrudniej było mi się zabrać i najdłużej zajęło mi haftowanie go... Dlaczego można zauważyć na zdjęciach:

 

 


Na szczęście już dawno wysłany :)

A dzisiaj przyszedł o Ewkaka19 koci kalendarz Agnieszki MD więc zabieram się do pracy nad walentynkowym kotkiem :)

poniedziałek, 10 maja 2010

Kot styczniowy i porwanie

Zapomniałam się pochwalić, że w tak zwanym międzyczasie udało mi się skończyć styczniowego kotka RR na kalendarzu Kasiulka. W sobotę poleciał już w dalszą drogę bo niecierpliwie wypatruje go już Aga :)
Tak oto prezentuje się ten słodki śpioch:
 

 

A tutaj w towarzystwie pozostałych słodziaków :)
 
Posted by Picasa

Widać, że już niewiele zostało do końca i ja już też się doczekać nie mogę bo w końcu maj był terminem, kiedy kanwy miały wracać do właścicieli. Tak więc z niecierpliwością czekam na następnego kocura!

A jeśli chodzi o porwanie... Ach, co to był za dzień :) Własny mąż porwał mnie wczoraj na cały wieczór zupełnie bez okazji, zupełnie bez zapowiedzi, w tajemnicy zorganizował opiekę nad dziećmi, nie mówiąc dokąd jedziemy, więc wszystko było ogromną niespodzianką... Powiem Wam, że po 12 latach małżeństwa naprawdę docenia się takie gesty, przez chwilę czułam się jak w bajce o Kopciuszku :) Bawiliśmy się wspaniale, a wieczór zaczęliśmy od brawurowego spektaklu w Teatrze Komedia:
 
Posted by Picasa


"Nie jest łatwo mężowi zdradzać swoją żonę w mieszkaniu przyjaciela, w którym ona również zdradza swojego męża. W dodatku tego samego dnia i o tej samej godzinie... w tym samym łóżku... Ale jeszcze trudniej, będąc właścicielem mieszkania, kryć przyjaciela, który zdradza żonę, kryć żonę przyjaciela, która zdradza przyjaciela i jednocześnie szpiegować własną żonę, która podobno zdradza nas... W tym samym mieszkaniu, tego samego dnia i o tej samej godzinie. Nie musimy dodawać, że w tym samym łóżku... Powiecie Państwo, że tego już za wiele? O nie! To dopiero początek! Bowiem w tym samym mieszkaniu, tego samego dnia i o tej samej godzinie, pojawi się jeszcze kilka osób, które będą chciały kogoś zdradzić, albo wydawać się im będzie, że są właśnie zdradzane... O tym samym łóżku już nie wspomnę...
Tylko jedna osoba nie będzie nikogo zdradzać i nie będzie zdradzana, ale za to nie będzie tolerować jakichkolwiek zdrad. Zatem wszyscy będą ją przekonywać, że są zupełnie kim innym, niż w rzeczywistości są. Mało? To dodajmy do tego jeszcze psa, którego nie ma i książkę o psie, która jest warta kilka milionów. Dla ścisłości, pies i książka nie zdradzają nikogo... "

Brawurowa obsada aktorska, zamiast Julii Kamińskiej grała Katarzyna Zielińska, zamiast Pawła Królikowskiego grał Robert Rozmus, a zamiast Ewy Ziętek świetna Joanna Kurowska. Polecam z całego serca jeśli macie okazję obejrzeć ten spektakl. Płakaliśmy ze śmiechu razem z całą widownią :) Reszta wieczoru też była niezmiernie udana, choć już nie będę wnikać w szczegóły :)
W każdym razie wypoczęłam wspaniale i tryskam pozytywną energią dziś przez cały dzień:)
Biorąc jeszcze pod uwagę, że w czwartek wyjeżdżam do Wiednia na 4-dniowy wyjazd integracyjny z firmy - to będzie chyba naprawdę udany tydzień:))

niedziela, 9 maja 2010

Co robiliśmy podczas majówki

Dopiero teraz znalazłam chwilę by wrzucić zdjęcia bo przegrywanie i ta cała zabawa ze zdjęciami to najbardziej czasochłonna część prowadzenia bloga, niemniej jednak konieczna bo czym by był blog bez zdjęć? Niemniej jednak udało się :)
Najpierw pojechaliśmy po męża do ośrodka rehabilitacyjnego w Konstancinie, gdzie przebywał przez 3 tygodnie w związku z kłopotami z kręgosłupem. Dzieci piszczały z radości na widok takich oto oswojonych mieszkańców
 

 


 


 
Posted by Picasa


 
Posted by Picasa


Nie odmówiliśmy sobie spaceru i podziwiania przyrody, bo mimo że to blisko Warszawy to naprawdę jest tam pięknie.

 

 


 

 
Posted by Picasa

 
Posted by Picasa


 


Mimo, że pogoda podczas długiego weekendu była pawdziwie "pod psem" to jakoś zręcznie uciekaliśmy przed deszczem. W sobotę wyjeżdżaliśmy z domu w strugach deszczy i chłodzie by po 1,5 godz. podróży samochodem spędzić miły, słoneczny i cieplutki dzień w plenerze.
Byliśmy w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu na ciekawej plenerowej imprezie "Gotowanie na polanie".
Było wspaniale, odpoczęliśmy od miejskiego gwaru i spędziliśmy wspaniały dzień:

 

 

 
Posted by Picasa


 

 

 
Posted by Picasa

poniedziałek, 3 maja 2010

A dictonery of bags - start

Dawno mnie nie było, a to dlatego, że ostatnio zwiększone obowiązki nie dawały mi wolnego czasu. Na szczęście już wszystko wraca do normy i rodzinka jest w komplecie :) Weekend mimo paskudnej pogody spędziliśmy aktywnie, a zdjęcia co robiliśmy pokażę niebawem.
Dzisiaj hafciarsko, bo mimo, że czasu nie miałam to wcześniejsze zobowiązania sprawiły, że każdą wolną chwilkę poświęcałam na haftowanie słowniczka na który zapisałam się u AgnieszkiMD w ramach zabawy Round Robin. Bardzo chciałam wyrobić się w terminie i udało się! Moja część słowniczka została przed weekendem ukończona i już jutro poleci w świat do kolejnej miłej osóbki :) A wygląda tak w całości:
 


A tak w zbliżeniach:
 


 
Posted by Picasa


Przede mną jeszcze jedem słowniczek butowy, ale wcześniej muszę się zająć styczniowym kotkiem, który przyleciał już do mnie od Ewy.
KOCHANE, dziękuję za tyle miłych wpisów pod moimi wróżkami. Jest mi szalenie miło, że tak wiele osób do mnie zagląda i zostawia tak miłe komentarze. Jeszcze nie miałam czasu pojechać po rameczki, ale jak już będą wisiały w pokoiku córeczki na pewno pokażę :)

sobota, 17 kwietnia 2010

The Elderberry Fairy KONIEC !

W końcu udało się! Skończona ostatnia wróżka prezentuje się tak:
 

I w zbliżeniu:
 

 

Tutaj z poprzednimi, które na nią czekają:
 
Posted by Picasa

Niestety nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie miały zawisnąć w pokoju córeczki bo przez najbliższe 2 tygodnie jestem sama z dziećmi (szanowny małżonek wyjechał na rehabilitację kręgosłupa) w związku z tym wszelkie wypady do sklepu w poszukiwaniu odpowiednich ramek są raczej niemożliwe. Najbliższe tygodnie będą dla mnie wyzwaniem (praca+dzieci+dom+zajecia dodatkowe = sama) - nie spodziewajcie się więc wielu wpisów :(

Zamykając ostatecznie temat poprzedniej notki, to nie doczekałam się niestety żadnego słowa od tej Pani, ale powiem Wam tylko jedno: WIERZĘ W DOBRO! Przykładem niech będzie mój synek. Wyobraźcie sobie, jaka byłam wzruszona kiedy ten 3,5 letni szkrab wrócił w poniedziałek z przedszkola z biało-czerwoną flagą i chwaląc się, że same dzieci robiły flagi i "pani opowiadała bajki o Polsce", na koniec teatralnie (czyt. po dziecięcemu, w sposób przerysowany) przemaszerował jak żołnierz po pokoju po czym stanął na baczność i zaśpiewal I zwrotkę i refren hymnu narodowego. Naprawdę miałam łzy w oczach :)
Są "nauczyciele" i NAUCZYCIELE prawdziwi.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Smutek

"The show must go on" śpiewał kiedyś wielki Freddie Mercury...

I niezaprzeczalne jest, że po każdej tragedii świat musi się toczyć dalej, jak gdyby nigdy nic. Jednak ciężko było mi dzisiaj wrócić do jakże innej już rzeczywistości. Szpaler flag przewiązanych kirem wzdłuż całej trasy do pracy przypominał, że jest to już inna rzeczywistość, w pracy też ludzie jacyś inni, jakby poważniejsi - niby wszystko tak samo, a jednak inaczej - ubrani w stonowane kolory, przygaszone radia... Dziwny to był dzień - niby normalny, a przez to nienormalny, smutny...

Musiałam się z tym wszystkim oswoić i niepotrzebnie siadłam wczoraj do internetu zaglądając na ulubione blogi bo zamiast znależć pocieszenie lub chociaż odskocznię od myślenia o tej tragedii, znalazłam na blogu osoby, którą bardzo lubiłam i ceniłam, którą uważałam za mądrą i rozsądną kobietę wypowiedź, która mnie oburzyła i osobiście obraziła !!!

ANEK-73 starając się być za wszelką cenę oryginalna obraziła mnie, ale widziałam po komentarzach, że wiele osób również, uważając moje współodczuwanie tragedii narodowej za śmieszne, dziecinne, zbyt egzaltowane ponieważ ja jak wiele innych osób umieściło na blogu żałobny wpis, bo wg niej wykazałam się owczym pędem idąc na Krakowskie Przedmieście zapalić symboliczny znicz, bo uczestniczyłam w "festynie" "trzaskając fotki" podczas przejazdu konduktu z trumną Prezydenta.

***************************************************************************
Droga Aniu (!) - chcę, żebyś wiedziała, że wolność słowa i wolnego wyrażania poglądów również bardzo cenię i dlatego zwykle po prostu nie komentuję kwestii, w których się z Tobą nie zgadzam. Jednak co innego wolność słowa, a co innego obrażanie i osądzanie pogrążonych w smutku i żałobie ludzi. Wiele ludzi, w tym mnie obraziłaś w tym trudnym momencie bo:

1. umieściłam na blogu jedynie zdjęcie zmarłego prezydenta bo wszelkie słowa były wtedy zbędne. Ba... zaślepiona "owczym pędem" umieściłam flagę narodową przewiązaną kirem na balkonie i przy samochodzie........ Boże, jaka ja jestem nieszczera!?

2. Pojechałam z rodziną w sobotę na Krakowskie Przedmieście, tak jak wielu innych ludzi i zapewniam Cię że to nie był owczy pęd, tylko potrzeba serca zapalenia im symbolicznego znicza, czułam potrzebę pojechać w ten "owczy pęd", a nie na zakupy tak jak Ty (choć tego też nie neguję jeżeli było Ci tam lepiej) bo jest mi po ludzku żal tych ludzi, bo po ludzku współczuję ich rodzinom, bo jako Polka czuję, że powinnam docenić ich służbę dla ojczyzny...
Zginęło tyle osób, tak bardzo zasłużonych dla Polski, którzy poświęcali swoje życie, często kosztem czasu dla swoich rodzin w służbie dla Polaków - dla Ciebie i dla mnie... i również w naszym imieniu polecieli do Katynia...

3. Pojechałam w niedzielę uczestniczyć w kondukcie z trumną prezydenta i zapewniam Cię, że wydarzenie to, które przyciągnęło w to miejsce wiele tysięcy ludzi nie miało w sobie nic z festynu! Ludzie "trzaskając fotki" płakali. Ba, ja sama też trzasnęlam fotkę (!). Zrobiłam to po to, żeby po latach, kiedy moje dzieci dojrzeją, kiedy im będę o tym opowiadać wyciągnąć to zdjęcie i pokazać im, że byliśmy tam, że uczestniczyliśmy w tym wydarzeniu, żeby - patrząc na to zdjęcie po latach - samej wspominać uczucia, które teraz mi towarzyszyły.

Oczekiwałam od Ciebie przeprosin (jeżeli nie publicznie to chociaż maila), w zamian nagle zostały usunięte wszystkie komentarze osób, które tak jak mnie oburzył Twój wpis i włączyłaś moderację komentarzy publikując tylko te przychylne sobie. Kiedy w kolejnych postach potwierdzałaś tylko swoje słowa, zaczęłam Ci współczuć bo to nagle ty biedactwo byłaś atakowana...

Ania, tak bardzo kochająca wolność słowa i nagle stać ją tylko na moderację komentarzy i na kliknięcie przycisku usuń przy niewygodnym komentarzu???? Takiej Cię jeszcze chyba nikt nie znał?

Najbardziej smutne jest to, że napisała i potwierdziła te słowa nauczycielka języka polskiego... Jak można się dziwić że młode pokolenie ma coraz mniej wartości mając takich wychowawców??? :(

Po co napisalam tego posta? - Bo jest mi bardzo smutno, ale przede wszystkim po to, bo nie pozwolę nikomu w imię "wolności słowa" mnie i wszystkich tych którzy wtedy cierpieli obrażać i osądzać, szczególnie w takiej chwili - to jest jak kopanie w brzuch leżącego...

Proszę, nie komentujcie tego wpisu. Nie miałam zamiaru wywoływać dyskusji, a jedynie wyrazić swój sprzeciw wobec krzywdzenia innych pod pokrywką "wolności" i "chęci bycia oryginalnym".

Niech każdy ma własne poglądy, przekonania i na własny sposób odczuwa - tak być powinno, ale nie wolno deptać innych PANI NAUCZYCIELKO!

sobota, 10 kwietnia 2010

(*)(*)(*)

Ja wciąż nie mogę uwierzyć.................... :(


 
Posted by Picasa